Wschod Slonca
Znowu bez polskich znakow i na hiszpanskiej klawiaturze…
La Habana nalezy do miejsc, ktore przechodza pewna transformacje wraz ze wschodem slonca. Mroczne, nieoswietlone ulice, nagle wypelnia blask slonca i w tym samym momencie, jakby na zawolanie, cala populacja wypelza na ulice. Gdy mowie cala, to mam na mysli wszystkich. Bez wyjatku.
Zaczynajac od najmlodszych, przylepionych jeszcze do matek, poprzez dzieci ktore pedza do szkoly aby juz o osmej wziac udzial w musztrze, zabieganych pracownikow rzadowych, ktorzy to biegna do swoich biur po to tylko, by zaraz usiasc i wypic kawe podczas gdy tlum ustawia sie w kolejkach, ludzi w srednim wieku ktorzy sprzedaja na ulicach gazety czy slonecznik a konczac na babciach i dziadkach ktorych cala poranna podroz konczy sie na progu wlasnego domostwa na ktorym to spedza caly dzien.
Dzieci zaczynaja dzien od tego, co moze wygladac na niewinna zabawe, a jednak ja dopatruje sie w tym przygotowania do sluzby dla narodu: “bacznosc, spocznij!” krzyczy Maestro czy Maestra podczas gdy one wykonuja zwroty to w prawo to w lewo. Na kazdym publicznym rynku i we wszystkich parkach, caly szkoly to biegaja za pilko to siedza w rzedach i klaszcza. Co jest z aplausem w komunistycznych krajach? Komu oni bija te brawa?
Druga grupa pracowanikow wszelakich sklepow czy biur tez biegnie by zaraz z rana napis sie kawy. Kubanczycy wspaniale potrafia ustawiac sie w kolejkach gdyz na wszystko trzeba czekac. Czy jest to kanapka z szynka, czy sok z trzciny cukrowej , czy codzi o zalatwienie mniej lub bardziej waznej sprawy. Sa kolejki do autobusow i po chleb. Kolejki by wejsc do sklepu i do lodziarni. A wszystkie dzialaja na tej samej zasadzie: ptrzeba podejsc i zapytac kto jest ostatni. Zapamietuje sie wtedy twarz tego czlowieka i czeka az przyjdzie nastepny zainteresowany, szukajacy “el ultimo.” Gdy juz stracisz posade ostatniego, mozesz isc zajac sobie miejsce w kolejce po piwko zanim nie przyjedzie twoj autobus. Zastanawialem sie w ilu kolejkach moglbym zajac sobie miejsce w tym samym czasie i czy bylbym w stanie zaglowac powiedzmy piecioma roznymi sprawami podczas gdy pai od lodow pije kawe a kierowca autobusu konczy oczekiwanie w kolejce po sniadanie.
Ostatnia grupa po prostu wylega na ulice i czeka. W domu, przypuszczam, jest tak udszno i tak goraco, ze nie da sie wytrzymac. Na ulicy, chociaz tez goraco, kurza samochody i smierdza spaliny, jest troche przewiewniej. Wiec cale zycie toczy sie na ulicach. Na progach domow siedza starsi, na kraweznikach mlodzi. I tak caly dzien. Czasami przejdzie ladna dziewczyna na ktora ta druga grupa moze zagwizdac dla rozrywki. Starsi moga czuc sie uzyteczni gdy zepsuje sie jeden z Polskich Malych Fiatow albo Moskwiczow i trzeba cala grupa, solidarnie, na ulicy, zrobic szlif silnika.
Do domu wracaja rano jedynie prostytutki, ktore po owocnej nocy z zagranicznymi tursytami musz regenerowac sily przed nastepna ciezka noca…
