Ramię w Ramię
I znowu, jak to się czasami zdarza w autobusach, gdy zajmujesz ostatnie wolne miejsce a na następnym przystanku wszyscy oprócz twojego sąsiada wysiadają pozostawiając was siedzących razem w pustym autobusie, wczoraj w samolocie, przydarzyła mi się podobna historia. Wsiadam jako pierwszy do pierdzikółka z Warszawy do Rzeszowa. Zaraz za mną wsiada ogromny Ukrainiec. Okazuje się, ze obaj siedzimy w rzędzie piątym, siedzenia A i B. Po pięciu minutach, samolot, nie zapełniając się, odlatuje. Wszędzie są wolne miejsca. W ogóle, rzędy przed nami, za nami i obok nas są zupełnie puste. A my? On myśli „no nie przesiądę się. Pomyśli sobie Polaczek, ze mi niewygodnie, grubasowi, z nim siedzieć.” Ja podobnie „nie będę się przesiadał bo pomyśli, ze Ukraińców nie lubię i naśle na mnie zbirów.” No i siedzimy, ramie w ramie, prawie zlani w jedność, raczki grzecznie złożone między nogami, pogrążeni w swoich myślach w pustym samolocie. Jak dwie kury na grzędzie w zimnym kurniku. On wlewa się na moje siedzenie, a ja prawie zwisając prawym półdupkiem nad przejściem, klnę pod nosem na linie lotnicze.

Ja bym sie przesiadla zaraz po zamknieciu drzwi samolotu. Rozwalila bym sie na dwoch siedzeniach, otulila kocykiem, zamknela oczy i oddalila w objecia Morfeusza. Ty i Kapuscinski- macie jakies kompleksy panowie!